
lokalizacja macierzysta:

Polska
Każdy z nas ma jakieś marzenia, wspomnienia coś do czego chętnie wraca myślami, coś co nigdy nie umiera, a żyje w nas wiecznie ….
To wszystko pozwala nam zapomnieć o szarej rzeczywistości i choć na chwilę oderwać się od problemów dnia codziennego.
W moich marzeniach stale powracają myśli o niebywałym, zaczarowanym jak dla mnie „Boskim Kontynencie” – Skandynawii, a w szczególności Norwegii.
Chociaż dzieli nas od niej tylko Bałtyk to z chwilą pokonania tego niewielkiego odcinka, mamy wrażenie, że znaleźliśmy się w zupełnie w innym wymiarze rzeczywistości.
I taka jest właśnie cała Norwegia
Czym jest dla mnie? To tęsknota nieustająca, bajkowa kraina pełna namacalnych i realnych zjawisk, które w zetknięciu z rzeczywistością wydają się niczym sen…
Swoją pierwszą przygodę ze Skandynawią rozpoczęłam w roku 2007 i już wtedy poczułam, że to niesamowite miejsce na ziemi, miejsce jakich mało.
W północne rejony naszego kontynentu ze względu na niskie temperatury powietrza oraz trudne warunki drogowe, zagląda niewielu turystów i wielka to szkoda. Jednak kto raz postawi tu swą stopę, musi wrócić ponownie, to staje się tu chyba regułą…Bo jest tu coś, co przyciąga jak magnez…
Kierując się ta zasadą i ja postanowiłam wrócić, stało się to w roku 2009…W tę niezwykłą podróż udaliśmy się ponownie we troje – ja, mój mąż Sebastian i nasza 4 letnia córka Julia.
Przygotowania do naszej kolejnej wyprawy trwały prawie rok – przeglądanie czasopism, stron internetowych, gromadzenie przewodników, map, wcześniejsza rezerwacja biletów na prom oraz miejsc noclegowych. Podczas tych wszystkich przygotowań żyliśmy wyjazdem i to było naprawdę niesamowite uczucie.
Odliczanie miesięcy, tygodni, dni, godzin…
I w końcu nadszedł ten długo wyczekiwany moment…